To niezwykłe i przygnębiające, że tak niewiele osób jest naprawdę polycentrycznych / klasycznie liberalnych. Szczególnie wśród wysoko wykształconych elit. Mogą się identyfikować z nastrojem, ale nie potrzeba wiele, aby w końcu zaczęli domagać się zakazu/ograniczenia rzeczy, które ich nie dotyczą, uzasadniając to na podstawie jakiejś arbitralnej wyższej zasady lub podwójnych standardów. Gdy tylko sytuacja się odwróci i znajdą się u władzy, będą wykazywać te same prymitywne zachowania, co ci, których twierdzili, że są w błędzie. Polityka tożsamości jest zła, dopóki to nie twoja tożsamość wygrywa. Dyskryminacja oparta na ideologii politycznej jest zła, dopóki twoja nie ma władzy. Wolność słowa jest dobra, dopóki nie jest wykorzystywana przez grupę zewnętrzną. Oszustwo akademickie jest złe, chyba że jest wygodne i trochę promuje to, co mi się podoba. Handel jest dobry, chyba że ludzie handlują rzeczami, których nie lubię. Illiberałowie są również znacznie głośniejsi: osoba, która myśli "Uważam to za niesmaczne, ale to nie moja sprawa, aby to zakazywać" nie pisze artykułów, nie buduje ruchów, nie jest amplifikowana. Zasada tolerancji jest z natury cicha, i zastanawiam się, co musiałoby się zmienić, aby instytucjonalne i społeczne nagrody za zasady konsekwencji i norm maksymalizujących wolność były silniejsze. To także zabawne, jak dla niektórych ludzi demokracja oznacza po prostu podejmowanie decyzji przez większość. Wskazują na dużą grupę chcącą coś zrobić i to wystarcza, aby uznać to za 'demokratyczne'. Absurdalny i okropny system, jeśli jakaś zbiorowość może zniszczyć wszelką różnorodność, sprzeciw i różnice tylko dlatego, że mają liczną przewagę. Tyrania większości powinna wciąż cię przerażać, a twoje zasady polityczne nie powinny się zmieniać, gdy tylko stanie się to wygodne.