Dziś dowiedziałem się: podczas II wojny światowej prawie każdy zmotoryzowany pojazd w Europie został przystosowany do używania drewna: Benzyna była tak rzadka, że ludzie przymocowywali piecyki na drewno do swoich samochodów. Do 1945 roku ponad 1 milion pojazdów jeździło na drewno. Wojsko przejęło praktycznie cały naftę. Cywile mieli prawie zerowy dostęp do benzyny… Więc inżynierowie przerobili samochody na „gazowniki”, ogromne metalowe piece przymocowane na zewnątrz, które podgrzewały drewno do 2,500°F, przekształcając je w gaz palny, który mógł zasilać standardowy silnik. Zbudowali sieć „stacji benzynowych”, gdzie tankowało się drewno. Wszystko otrzymało obróbkę gazem drzewnym - ciężarówki, autobusy, traktory, motocykle, łodzie, pociągi, a nawet niektóre czołgi. Samochody wyglądały trochę jak steampunkowe maszyny Mad Max z ogromnymi cylindrami wielkości podgrzewaczy wody wiszącymi z normalnych pojazdów. Były szalone wady: uruchomienie ich zajmowało 10-15 minut, trzeba było ciągle czyścić filtry, nie można było jechać tak szybko, a jednym z głównych produktów ubocznych był tlenek węgla! Wady sprawiły, że gdy tylko benzyna stała się dostępna po wojnie, wszyscy zrywali je z pojazdów. W Korei Północnej wiele ciężarówek nadal jeździ na drewnie z powodu sankcji paliwowych (3. zdjęcie to aktualny widok w Korei Północnej) Myślimy, że przejścia energetyczne zajmują dziesięciolecia polityki i subsydiów. Europa przystosowała milion pojazdów do drewna w ciągu kilku lat… wystarczyła jedna wojna światowa! Więcej tutaj: